Piąte przez dziesiąte
Autor: Kornel Makuszyński
jest jakiś wyjątkowo łagodny… — powiada poeta, trochę zawstydzony.
— To pogoda tak działa, — mówię, rzucając „dzikiemu” psu dzikie spojrzenie.
A ten szczerzy zęby, psia krew!
U Kasprowicza nawet pies nie potrafi być zły. Taki to już los.
A w tym domu, w cudownym tym domu mieszka słońce i pogoda, wchodząca przez okna i drzwi, bijąca z tego wielkiego serca, namalowana na obrazkach a najwięcej jej ukryto w tych tysiącach ślicznych starych książek, które są największą dumą Kasprowicza, Wygrzebywał je z pyłu, od żydowinów wynęcał, Świętokrzyską ulicę wydeptał i zgromadził sobie skarbczyk nadzwyczajny.
A książki te, jakby żywe, kiedy na kominku napalą, złotemi oczyma liter, na skórze wyciśniętych patrzą w dobre, dziecinne oczy tego człowieka, który je kocha ponad wszystko i nowe tworzy, takie, co serdecznymi, pełnemi niezmiernej miłości śpiewają głosami.
Niech je pisze na tej swojej Harendzie, gdzie skrzypi żóraw, niech pisze, jak najdłużej.
Taki jest szczęśliwy, że się ciągle uśmiecha i podśpiewuje sobie, dziwnie fałszywie. Ze śpiewaniem jest gorzej.
Strony:
— To pogoda tak działa, — mówię, rzucając „dzikiemu” psu dzikie spojrzenie.
A ten szczerzy zęby, psia krew!
U Kasprowicza nawet pies nie potrafi być zły. Taki to już los.
A w tym domu, w cudownym tym domu mieszka słońce i pogoda, wchodząca przez okna i drzwi, bijąca z tego wielkiego serca, namalowana na obrazkach a najwięcej jej ukryto w tych tysiącach ślicznych starych książek, które są największą dumą Kasprowicza, Wygrzebywał je z pyłu, od żydowinów wynęcał, Świętokrzyską ulicę wydeptał i zgromadził sobie skarbczyk nadzwyczajny.
A książki te, jakby żywe, kiedy na kominku napalą, złotemi oczyma liter, na skórze wyciśniętych patrzą w dobre, dziecinne oczy tego człowieka, który je kocha ponad wszystko i nowe tworzy, takie, co serdecznymi, pełnemi niezmiernej miłości śpiewają głosami.
Niech je pisze na tej swojej Harendzie, gdzie skrzypi żóraw, niech pisze, jak najdłużej.
Taki jest szczęśliwy, że się ciągle uśmiecha i podśpiewuje sobie, dziwnie fałszywie. Ze śpiewaniem jest gorzej.
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165