Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

dziwili, ale przywykli.
— Pyszna studnia!
— Siedem i pół metra!—krzyczy już Kasprowicz.
— Boże drogi! — chwyciłem się za głowę, — aż taka głębokość!
— Z takiej głębi widać już gwiazdy w dzień… — mówi z równie głębokiem, jak ta studnia przekonaniem nasz przyjaciel, obecny przy tem.
Gwiazdy widać!
Gdyby w tej chwili spadły na tego cudownego poetę największe godności, nawet by na nie nie spojrzał wobec tego, że z jego otchłannej studni widać gwiazdy. Jestem przekonany, że niewątpliwie czeka wiosny, aby wleźć do studni i zobaczyć gwiazdy. O, niech je zobaczy! Największe, najpiękniejsze, najbardziej djamentowe!
Więc uradowany, szczęśliwy i dumny, prowadzi nas do domu. Po drodze zaś:
— Uważajcie, przy drzwiach jest straszliwie zły pies!
Więc się okropnie boimy, tymczasem bałwan pies, widząc literaturę, najwyraźniej się uśmiecha i merda ogonem. Daję mu znaki, aby był wściekły, aby wpadł w szał, aby bronił domu, bo „jest strasznie zły, z tych najdzikszych”, — tymczasem ta psia mać dalej się uśmiecha. Kopnąłbym bydlę.
— Dziś


Strony: