Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

/> Potem cię wiedzie na „podwórzec”. Stoją tam dwa drzewka, które wiatr posiał.
— To moje! — powiada Kasprowicz.
Posiada on komandorski Krzyż Polonji, oficerski Krzyż Legji Honorowej, ale gdyby za to mógł mieć trzecie drzewko, — sprzedałby ordery.
— A to co? — pytam, — ta buda? Kasprowicz się zasępił.
— To sąsiada, — mówi nagle szeptem. — Ale ja to kupię!
Cudowna chłopska poznańska dusza w Jego Magnificencji, kiedy o ziemię idzie, nie popuści.
I zaraz plany.
— Tu, uważasz, będzie stajnia, tam to, tam owo. Tu się zasieje, tam ogród, tam ścieżki.
Mówiąc to wszystko, patrzy ci jednak to genjalne dziecko niespokojnie w twarz. Coś jest w nieporządku, ale nie wiesz co? Czegoś nie zauważyłeś, a to wyraźnie martwi dziedzica. Ach! Jest!
— Mój Boże! — wołasz, — żóraw!
Pana Kasprowiczowe oblicze rozjaśnia się ja słońce; jest dumny i szczęśliwy. Bo z tym żórawiem to cała awantura: jak Zakopane Zakopanem nikt ni widział tam studni z żórawiem, a on ma żórawia. …
— Żóraw! Ha! Co?! W Szaflarach już są, tu nigdy. Ludzie się


Strony: