Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

pięścią w okno i najwyraźniej stara się wyrwać z zawiasów. Tarza się przytem z radości jak opętany i widząc przez szyby twoją wściekłość, z radości pieje, ryczy, bulgocze, pokrzykuje, śmieje się, jak puszczyk, gdacze, jak kura, gwiżdże jak Mefistofeles u Boity; trzeba więc zgasić lampę, aby bydlę nie widziało, że się irytujesz,
O, doskonale!
Z miejsca zawrócił i powiał w inną stronę, b« słychać nagły rwetes, skrzypienie i płacz jodeł. Tam łajdak używa. Wtedy usiłujesz zasnąć; ledwieś oczy przymknął — on już jest. Palnął dłonią na płask w okna, wyrwał z dachu dwie dachówki i prasnął je o śnieg, wparł się w ziemię i najwyraźniej chce wywrócić dom. Już nikt nie zmruży oka.
Taki to jest miły wiaterek. Ma afrykański gorący łeb, gorący jęzor i całe ciało rozpalone, więc się z lubością tarza po śniegu, zlizuje go ozorem, gryzie lód, a wyłamanego z korzeniem świerka używa jako wykałaczki. Mam wrażenie, że to żydowie sprowadzają ten wiatr z pustyni na pamiątkę swojej wędrówki, wiatr ten bowiem wieje w Zakopanem zawsze, kiedy przebywa tam ponad siedemdziesiąt procent żydów;


Strony: