Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

w jednym tygodniu halny wiatr.
Jest to niezwykle miła i zachwycająca instytucja, taki rozkoszny wiaterek, który sobie wesołe czyni igraszki.
Są wiatry poważne, stateczne; wiatry świszczące, efektowne, używane zawsze w teatrach; wiatry przyjemne, łobuzy niewinne; wiatry wesołe, zadzierające pannom kiecki, jakby chciały, licho wie po co? — sprawdzać: panna, czy też tylko udaje?; jest wiatr pajac, który przypomina wesołego psa, co się za własnym pokręci ogonem i dalej bieży; wiatr baletnik, co podskakuje i tylko wróble straszy; wiatr złodziej, co ze sznurków suszącą się kradnie bieliznę; są wiatry takie i owakie.
Zaś wiatr halny jest to wiatr — warjat, wiatr — furjat, pijany zwierz, zawalidroga, deliryk z gorącym łbem, żyd, wieczny tułacz, opętaniec, który miejsca sobie znaleźć nie może, na ziemi, ani na niebie, wiatr dantejski.
Urodzi się takie świszczące bydlę gdzieś chyba w Afryce i nagle ma interes do Zakopanego. Czy już to samo nie dowodzi jego szaleństwa? Przyleciał więc, pohulał wśród dolin i nagle powąchał Zakopane. Wtedy mu gorąca krew uderza do głowy, wtedy się wściekł i oszalał.


Strony: