Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

tu taki zwyczaj, ceny podnieśli, bo takie twoje psie szczęście, z sankami cię wywrócili, bo właśnie jest ślizgawica, wybiłeś sobie dwa zęby, bo studnia stoi na środku chodnika i dokoła niej jest skład lodu, kwiczołów niema, bo pan Karpowicz wyjechał do siebie na wieś, piwa niema, bo nie przywieźli z Żywca, a z Krakowa nie chcieli, tam pójść nie można, bo gruźlica, tam nie wypada, bo ktoś umarł, jajek nie dostaniesz, bo „za te pieniądze, niech pan sobie sam zniesie”, pieniędzy ci w banku nie dali, bo „jeszcze idą” — „a kiedy mogą nadejść?” — „może za miesiąc”, — pożyczyć nie możesz, bo wszyscy goli, wina niema, bo woda zamarzła, mięsa niema, bo żaden baran nie zdechł, wyjechać nie możesz, bo „nie wiadomo, czy wagon będzie”, umrzeć nie możesz, bo to zbyt kosztowna heca. Możesz tylko usiąść na gołoledzi, wziąć bryłę lodu w rękę i tłuc się po głupim łbie i rzewnie płacząc, możesz mówić sam do siebie:
— A dobrze ci tak, idjoto! Kto ci kazał jechać do Zakopanego?
Żeby zaś „sezon” był w całej pełni doskonały i godny uwielbienia, — Zakopane wymyśliło sobie dwa razy


Strony: