Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

ludzi, jak w policyjnych mundurkach, lecz równocześnie bal niezwykły, bo z miejscowych ludzi nikt się na nim nie zjawił, tylko sami obcy.
Miejscowi ludzie patrzyli na ten bal podejrzliwie; jeden właściciel pensjonatu mówił szeptem do drugiego:
— Niech pana ręka boska broni, żebyś pan miał pójść na ten bal!
— Niby czemu?
— Panie! Toż to ordynarna pułapka… Po jednemu nie dadzą nam rady, a jakby nas tam dostali razem, to tylko lokal otoczyć…
— A ten z „Morskiego Oka” idzie!
— Ten może, ten już dostał swoje dwa tygodnie; jak kto mokry, ten może wleźć do wody, ale mnie jeszcze miłe życie.
— Patrz pan, patrz pan! Mnie się też to odrazu nie podobało… Policja i tańce… Pan Szwajcar?
— Pewnie, że Szwajcar… To lepiej nie chodzić?
— Mają pana wziąć, to lepiej z dońiu, poco z balu?
To też padłszy na kolana, błagam Pana Boga; aby ich wszystkich zabrali, choćby z domu. Wtedy się w Zakopanem zrobi przestronne i przyjemnie.
II.

Zimowy sezon tego roku 1924, wzięli djabli, z czego wynika, że i djabli mogą czasem dokonać rzeczy


Strony: