Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

— dziś ponury duch samiec gada do ponurej samicy ducha:
— Frank znowu skoczył,..
— A niech skacze i niech nogi połamie!
Oto wszystko, co zostało z zakopiańskiego żywota, bo mało co więcej.
Choroba się zrobiła epidemiczna.
Przychodzę do restauracji Karpowicza, odświeżonej i oświetlonej niesłychanie. Znowu oczom nie wierzę: w sali pusto, żadnego gościa, ale mimo tego ruch jest wielki i także jakaś uroczystość; na podjum wetknięto ciupagę, a na ciupadze zawieszono stary kapelusz; dziewice, podające potrawy, ustawione w szereg z nieśmiertelną Honorcią na czele, przechodzą obok i składają kapeluszowi głęboki ukłon.
— Czyj to kapelusz, na Boga!?
— Pana Karpowicza!
Szwajcar! Szwajcar z Kantonu Uri!
I ten także…
Tak, tak! Ci, co przedemną tu byli, musieli wyjechać bez portek. Nie zostawiono im nawet na otarcie łez. Wobec tego zaczynają ludzie mądrzeć i zamienili Zakopane na jedną wielką czarną giełdę. Gdyby ten dzielny komisarz, co wyłapywał w Warszawie dolarowych żydków, pojechał do Zakopanego, zwarjowałby ze szczęścia; mógłby poprostu otoczyć całe


Strony: