Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

domem zaś dziwna odbywa się uroczystość: pod jodłą stoi nieruchomy jak bałwan chłopczyk do posyłek, pyzaty i uśmiechnięty, jak przystało, na młodego idjotę, a na głowie ma jabłko, zaś właściciel pensjonatu o dwieście kroków oddalony napina łuk, zrobiony z obręczy starej beczki, z cięciwą ze sznurka i mierzy bystrze w młodego idjotę.
Pot mi wystąpił na czoło.
Zrozumiałem. Tak, to jest Szwajcarja, a te prawdziwi Szwajcarowie — rachunek będzie we frankach szwajcarskich. Ci, co wyjeżdżali w biełiźnie, także się o tem dowiedzieli, przedemną. Dostałem małego zaćmienia umysłu; jakiejś panience powiedziałem, że jest szwajcarskie cielę, jakiejś damie przedstawiłem się ponuro:
— Jestem Werner Stauffacher z kantonu Schwyz. I zgrzytnąć musiałem zębami, bo baba zwiała jak kozica.
Jak Szwajcarja, to Szwajcarja..,
I oto tam, gdzie duchy i upiory pijały szampana, gdzie rozprawiano o tem, kto z kim, gdzie, jak i kiedy? — czy to prawda, że on nie chciał, ale ona się uparła? — o tem, czy pannom nie szkodzi jazda na saneczkach — gdzie poruszano wesoło i bez troski tematy piękne i pouczające,


Strony: