Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

widziałeś panny Lucerny?
— Poszła na nartach na łąkę Ruttli!… Słucham i uszom nie wierze.
— Albo to mróz tak na nich działa, — myślę ponuro, — albo się też na mój przyjazd z radości urżnęli.
Jestem jednak zatroskany i smutny. Jem pierwszy objad, głęboko zamyślony.
Podają ser z wielkimi dziurami, czego tu nigdy nie robiono. Dziury czasem były tu w obrusie, sera na nim nie było nigdy.
— To szwajcarski! — powiada mi z dumą podająca do stołu dziewica, która się od urodzenia Zakopanego nazywała Józia. Powiadam jej:
— Józiu kochana, niech mi Józia powie…
— Ja się nie nazywam Józia… Ja się nazywam teraz ArmgardaL.
— Oj! A Marysia to już także nie jest Marysia?
— Całuję rączki, także nie! Ona się teraz nazywa Mechtylda…
Powarjowali, jak mi Bóg miły! Pisali mi Wprawdzie przedtem z Zakopanego, za to już nie Zakopane, tylko Szwajcarja, ale nie myślałem, że aż do tego stopnia.
Ale i na tem nie koniec.
Po objedzie wszystko wyległo na balkony z aparatami fotograficznymi, Dom wygląda jak zamek średniowieczny podczas turnieju, przed


Strony: