Piąte przez dziesiąte

Autor: Kornel Makuszyński

nieszczęście, w pierwszym rzędzie i bezspornie dla powieszonego, w drugim dla jego krewnych, jeśli nie zostawił majątku, w trzecim dla jego znajomych, którym był winien, — albo też muszę mieć jakiegoś wroga nieboszczyka, który mi w nocnej ciszy łajdackie podszeptuje plany.
Dość, że pojechałem. Tyle już razy byłem w Zakopanem, że mnie nic już tam nie zdumiewa, Co się może zmienić w Zakopanem przez pół roku? Było krzywe, jest i będzie. Było niechlujne, jest i będzie. Były żydy, są i będą.
A jednak w zimie roku bezpańskiego 1924 — coś dziwnego stało się w tej wylęgarni bakcylów.
Już na dworcu kolejowym zauważyłem dziwne zjawisko. Oto połowa ludzi, wyjeżdżająca z Zakopanego, wsiadała do wagonów, licho wie, dlaczego — w bieliźnie. Dwadzieścia stopni mrozu, a do przedziału włazi mój znajomy z ciupagą w sinej dłoni, w koszuli tylko i w jaegerach. (Jaegery to jest takie coś z wełny, wymyślone w Niemczech, czego z obawy zaziębienia człowiek systematyczny nie zdejmuje nigdy przez osiem miesięcy w roku).
Za tym gołym lezie drugi, za nim trzeci,
— Przepraszam pana, — powiadam ze


Strony: