Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

cieszyć się, a przedtem tego nie umiałem. Co tam! Było nie było… jeszcze się w życiu spotkamy. Głowa do góry i śmiejemy się! Ha!
Wobec tego rozpłakał się jak dziecko i uciekł z pokoju.
Żegnali go wszyscy jak kogoś bardzo bliskiego. Pani Borowska ucałowała go serdecznie, jak biednego brata uściskał pan Borowski. Ciotki Amelia spłakała się uczciwie, a ciotka Barbara objęła go mocnymi ramionami i dławiąc swój wstyd dziewiczy, ucałowała go w czoło. Biedny Podkówka miał wrażenie, że ktoś mu z bicza trzasnął nad głową. Potem poszedł żegnać się do babki.
- Witam pana, witam! - krzyknęła babka wesoło.
- Ja, proszę pani, przyszedłem się pożegnać.
- Jak to, pożegnać? A czy pan tu był?
- Prawie przez dwa lata! - huknął pan Podkówka.
- To dziwne! - krzyknęła babka. - Nigdy pana nie widziałam…
Irena sama powoziła, odwożąc go na stację kolejową. Dzień był piękny, świat wyglądał tak biało, jak chałupa wybielona na święto. Czasem patrzyła spod oka na swojego nauczyciela, co zachłannym, głodnym wzrokiem ogarniał niebo i las, i pola śpiące pod pierzyną


Strony: