Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

śladem łez w poczciwych, mrużących się oczach. Nie to go bolało, ze traci posadę, lecz ze musi odejść z tego domu, gdzie mu było tak nieskończenie dobrze, gdzie było kilkoro ludzi dziwacznych, lecz wszyscy niewypowiedzianie zacni. A najbardziej, najserdeczniej było mu żal tej cudownej dziewczyny, co go nauczyła śmiechu, radości i młodości. Rozumiał racje pana Borowskiego i żegnał się z nim, rzuciwszy się mu w ramiona. A jednak krzywda mu się wielka stała, ze tej ślicznej duszyczki, tak czystej jak nigdy nie zmącone źródełko, i tak prawej, jak sama prawość, nie będzie już oświecał i nie będzie jej już pokazywał tych dalekości, które zaledwie przed nią zamajaczyły. Dlatego miał ciężkie łzy w oczach.
- Niech się pan na nas nie gniewa - zaszemrał głos z kąta.
Pan Podkówka odwrócił się szybko i ujrzał skurczoną na fotelu Irenkę.
- Irenko droga - rzekł dziwacznym głosem - ja będę za was modlić się przez całe życie… Tacy jesteście dobrzy. A za ciebie, dziecinko, będę modlić się najgoręcej. Ech, co tam! Po co my o tym gadamy? Wszystkim ciężko, więc dlaczego mnie ma być lżej? Ja już umiem


Strony: