Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

ludzkich tez się lato…
- Nie rozumiem.
- To jasne. Moja matka płakała nad nami, a nas było siedmioro: i my często płakaliśmy dlatego tylko, ze ona nad nami płacze. Ciężko było…
- I długo tak?
- Potem było przestronniej, bo ojciec biedaczyna umarł i troje dzieci umarło. Chcieli nas usunąć z tej piwnicy, bo nie było czym płacić, ale matczysko zaczęło tak harować, żeśmy się jakoś utrzymali. Irenka nie ma pojęcia, jak matka potrafi pracować, aby dzieci nie pomarły z głodu. Myślałem sobie, ze Pan Bóg, kiedy na to patrzy, to musi mieć łzy w oczach. O czwartej rano w zimie ona już stała przy balii. Ja to widziałem, bo tez w tym czasie zaczynałem się uczyć. Na ścianach był szron, a zimno było takie, ze kiedy chciałem odwrócić kartkę książki, nie mogłem tego uczynić, takie miałem zgrabiałe palce, i jakoś się wyżyło.
- Mój Boże! - szepnęła Irenka cichutko.
- Dlatego nie widziałem często nieba - mówił spokojnym głosem pan Podkówka. - Kiedy wychodziłem z tej stęchłej nory, nie miałem czasu na przyglądanie się obłokom, Biegłem, czym prędzej biegłem, aby zdążyć na


Strony: