Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

pewnego czasu znacznie prędzej wypala swój tytoń. Nikt nigdy nie mógł dojść tej zawiłej sprawy.
Pan Podkówka przed dwoma laty sumiennie wygłodzony, zaczął nabierać połysku i tężyzny. Uczył Irenkę, a sam pilnie studiował grube książki i cienkie zeszyty. Przeraźliwa jego melancholia cokolwiek po pewnym czasie zelżała, gdyż pan Podkówka coraz częściej spoglądał w niebo. Na swoją zdolną uczennicę patrzył szklanym wzrokiem, jak na ułamek dziesiętny albo nieprawidłowe słowo. Niczemu nigdy się nie dziwił, nawet nieporównanym opowieściom babki. Można go było zbudzić o północy i rzec: „Panie Józefie, już dziewiąta rano, trzeba wstać i rozpocząć lekcje!” - a on byłby wstał, ukłoniłby się i rzekł: „Zaczynamy!”
Irenka przyglądała się coraz bystrzej jego trumiennej powadze i jednego dnia, w drugim roku jego pobytu, powiada, jak gdyby nigdy nic:
- Proszę pana profesora, pójdziemy łowić raki!
Pan Podkówka spojrzał na nią, jak gdyby jeszcze nigdy w swoim smutnym życiu nie widział wariata. Zdjął okulary, przetarł je sumiennie i spojrzał raz jeszcze. Wesołe czarne oczy patrzyły w niego


Strony: