Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

mianowicie, że czy wiersz był smutny jak pogrzeb, czy wesoły jak przedstawienie w cyrku, ona wydzwaniała go niezmiennie głosem dzwonu pogrzebowego, tak ze się zawsze serce krajało obecnym, nawet wtedy, kiedy „figlarka biegła szparko” i „cieszyła się zdrowiem”. Nie inaczej grecki wędrowny pieśniarz wygłaszał ustęp o śmierci Hektora niż ciocia Amelia wiersz: „Jestem dziewuszka hoża i szczęśliwa, chłopcy mnie pragną, jak słodkiego piwa”. Tak to można potęgę i moc ognistą nalać do każdego najmizerniejszego nawet słowa. Czyniła to kobiecina wiotka i jagnięcej dobroci.
Przeciwieństwem jej całkowitym była ciotka Barbara. Pominąwszy jej imię, podobne do gryzienia zębami orzechów, w całej jej postaci była jasnokoścista twardość. Nosiła się zuchwale, wzorem tych malarzy jaskiniowców, co myli się przed Wielkanocą, a nie czesali nigdy. Miała krótką czuprynę, którą wstrząsała nieustannie, bo spadała jej na oczy, pluła na odległość ośmiu metrów sześćdziesięciu centymetrów (rekord światowy i olimpijski!), paliła krótką, angielską fajeczkę i gardziła całym światem. Było to właściwie jej główne


Strony: