Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

że znała osobiście każdego, o kim tylko była mowa. Nic to nie znaczyło, że mowa była o nieboszczyku, od stu lat zasiedziałym w niebie. Gadającej babki nie zdołałby nikt przekonać, że go nie znała i że nie utrzymywała z nim serdecznych stosunków. Ktoś na ten przykład był tak lekkomyślny, że w obecności babki wymówił dostojne słowo: „Kościuszko”. A babka jak w dym:
- Kościuszko? Mój Boże! Znałam, znałam, i jeszcze jak znałam. Pamiętam, powiada on raz do mnie: - Panno Anielo, a gdybyśmy tak potańcowali? - a ja mu na to: - Nie mogę, bo jestem w żałobie! - Dałam mu wtedy kwiatek, aby się, biedaczysko, nie bardzo zmartwił, bo zaraz wszystko brał do serca. Co też się z nim stało? Dobrze się chłopiec zapowiadał…
- Babciu! - krzyczała Irenka, bo babcia była na lewe ucho mocno głucha, a na prawe trochę więcej. - Kościuszko dawno umarł.
- Dobrze zrobił! - rzekła z uznaniem babcia, która nie dosłyszała. - On był na to, jak na lato.
W galerii bliskich znajomych babci był słynny skrzypek Paganini, z którym (jak dziś pamięta) była w menażerii, kiedy raz do Suwałk cyrk przyjechał; był jeden


Strony: