Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

Pomogła mu ułożyć się na ciepłej trawie i głowę jego oparła o zielony ul, w którym drżało cicho rozszemrane, złote życie. Serce się w niej tłukło, kiedy pobiegła po wodę i kiedy poiła go, jak dziecko bezbronne i jakby bardzo chore.
Przez lipy sączył się zmierzch, jak różana woda, i coraz bardziej gasły dalekie głosy z pól i łąk. Tylko spóźnione pszczoły brzęczały cichutko, lecz niespokojnie, i zaczęły krążyć nad jego głową. Czasem któraś, ciężka jak kropla miodu, padała w trawę, jakby chcąc być przy tym, który im królował. A on ciężko dyszał, coraz bledszy i bledszy, taki bez krwi, jak ten gasnący dzień.
Wielka, lodowata trwoga wionęła na serce tej dziewczyny, która nigdy nie znała trwogi. Objąwszy ramieniem ukochaną, starą głowę mówiła cichutko jak matka do dziecka:
- Czy księdzu lepiej? Co mam robić? O, mój złocisty! Przecież ksiądz nie umrze.
- Zdaje mi się, dziecinko, że umrę - mówił on z trudem.
- Matko Boska!
- Nie odchodź ode mnie… Zanim ktoś przyjdzie, już mnie nie będzie… Zbyt długo żyłem i zabierałem zbyt długo miejsce na bożej ziemi…


Strony: