Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

czy prosto kierują lot w niebo.
Podeszła bliżej i patrzyła przez badyle umierających malin, mając w roześmianych oczach wilgotne jakieś rozrzewnienie. Śliczny był ten srebrny staruszek, gadający sobie z Panem Bogiem dobrotliwie i mądrze. Chciała krzyknąć wesoło, ale nie śmiała, bo ksiądz patrzył wciąż jeszcze w brewiarz; czasem odpędzał ręką pszczoły wracające z daleka, czasem przystawał i trzęsącą się ręką dotykał serca. Znowu iść zaczął, lecz jakoś niepewnie i jakby błędnie. Brewiarz wypadł mu z ręki. Irenka przesadziła płot jak sarna i w jednej chwili była przy nim. Właśnie się słaniał i byłby upadł, gdyby go nie podtrzymała silnymi rękami.
Drogi mój, złoty! Co księdzu proboszczowi?
On spojrzał na nią jakby bardzo zdziwiony niespodziewanym zjawieniem, i z trudem uśmiechnął się.
- Irenka! - szepnął ze słodyczą.
Usta miał bardzo blade i drżące.
Dziewczyna obejrzała się w stronę domku i zaczęła wołać.
- Daj spokój - szepnął ksiądz - nie ma nikogo.
Nie mógł iść, a ona nie miała dość sił, aby udźwignąć potężną jego postać.


Strony: