Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

Jaskółki pokrzykiwały niespokojnie jak panny przed daleką podróżą. Dziki gołąb frunął jak strzała, nieufny i szybki. Leniwy wiatr pędził łaciaste chmury na zachód, jak senny pastuch pędzi krowy. Już pachniał zmierzch paloną macierzanką i gorzkim dymem rozpalonego gdzieś na ściernisku ogniska. Było słodko i wonnie. Szczęśliwy dzień szedł wolnym, miękkim krokiem na spoczynek, a ziemia patrzyła w słońce jak w zegar, czekając tej godziny, w której będzie jej wolno przemyć oczy rosą i usnąć z uśmiechem. Okna białego domu, wspartego na sześciu kolumnach, wyzłociły się i przenikliwym szkliły blaskiem, a niedaleko, wśród lip, żegnał się ze słońcem drewniany kościół i domek księdza, mrugający wesołymi oczkami małych szybek, które pannom malwom służyły za zwierciadła.
Irenka dojrzała białą głowę księdza. Wyszedł z domku pomiędzy ule i, wędrując drożyną, czytał brewiarz. Czasem przystanął i siwiutką głowę podnosił jak człowiek, co patrzy na lot ptaków. Dziewczyna pomyślała, że te święte słowa, które wymawia, lecą jak ptaki w górę, a on, prostaczek boży, patrzy, czy nie zmyliły drogi i


Strony: