Panna z mokrą głową

Autor: Kornel Makuszyński

wtedy fala daleka przypełznie aż do drzwi białego domu i będzie go szturmować jak skałę wśród morza, na której kilkoro ludzi mieszkało jak mewy. Podczas bezsennych nocy nasłuchiwał, jak pluszcze i niecierpliwie wirem bulgocze - daleko jeszcze - lecz się już oznajmia, lecz nieuchronnie się zbliża. Obliczał, dodawał i mnożył; walczył o tę swoja ziemię i ostatkiem sił utrzymał jakby niezbyt rozległa wyspę z białym domem pośrodku.
Irenka nie znała jeszcze tych zmartwień, bo nigdy czarnymi swymi oczyma nie widziała zmartwienia. Zmieniły się te oczy z czarnych główek od szpilek na dwa węgielki, w których czasem błyskały świetlne, złociste iskierki. Pomimo takiej piekielnej, smolnej czarności cały świat odbijał się w nich błękitnie i jasno. Wszystko na świecie było uśmiechnięte i kwitło uśmiechem. Drzewa pokryte nim były jak kwiatami, wody śmiały się najśliczniej; każda trawka śmiała się i każde stworzenie; wiewiórka nosiła swój uśmiech na końcu wesołej kity ogona, pies gryzł swoja uśmiechniętą radość w białych, lśniących zębach, ptaki były pełne radości rozśpiewanej, prócz kury, która


Strony: