O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

— krzyknął Jacek.
Mówiąc to nadeptał nogą biedne stworzenie.
— Teraz sobie odpoczniesz — zawołał śmiejąc się. Jeszcze nie skończył mówić, a już inna mrówka zjawiła się nie wiadomo skąd na drożynce i poczęła wlec gałązkę z taką zapamiętałością, jakby zależało od tego jej życie, czy ją dowlecze tam, gdzie powinna. Chłopcy przypatrywali się ze wzgardą temu straszliwemu trudowi, po czym przydeptał ją Placek. Zabili tak trzecią, czwartą i dziesiątą. Mrówki, nie zważając na rzeź, przerażone, lecz bardziej pracowite, wyległy całym tłumem. Bose nogi Jacka i Placka wgniatały je w ziemię, chłopcy bowiem uczynili sobie straszliwą zabawę z mordowania niewinnych stworzeń. Śmiejąc się głośno skakali jak opętani, szerząc zniszczenie. W jednej chwili jednakże ogarnął ich niepokój i poczuli, że coś po nich łazi, po plecach, po nogach i po rękach. Krzyknął wreszcie przeraźliwie Jacek, krzyknął jeszcze przeraźliwiej Placek. Sto mrówek usiłowało wydrzeć sobie tragiczną gałązkę, a tysiące tymczasem uczyniły wyprawę na Jacka i Placka. Dotąd skakali wesoło, teraz jednak zaczęli skakać


Strony: