O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

chciał dla nich pracować, wielkie w nich tym nierozumnym postępkiem wywołując zdumienie, wędrowali wciąż na zachód; żywili się mizernie, czym się zdarzyło, w każdym razie nie lepiej od swojego wroga Patałłacha. Zbliżali się coraz bardziej do okolic zaludnionych, widzieli bowiem czasem z oddali ludzkie siedziby albo sine dymy z kominów. Bali się jednakże zbliżyć; do ludzkich osiedli, zewsząd bowiem dobiegały ich naszczekiwania psów, które ich lękiem przeraźliwym przejmowały od czasu, kiedy na bagnach ujrzeli widmo straszliwego psa.
Zapomnieli zupełnie o rodzinnym miasteczku, zapomnieli o matce. Człowiek, który wychodzi z domu na obczyznę, ciągnie za sobą przez świat cały cieniutką, niewidzialną niteczkę. Jej początek przywiązany jest do drzwi rodzinnego domu, a nić odwija się z serca jak z czerwonego kłębka. Czasem tylko śmierć, bardzo smutna, przecina nożycami tę niteczkę purpurową. Ci chłopcy jednakże zerwali ją tuż za progiem swojego domu. Wlokła się za nimi czas niejaki, jak niteczka krwi, lecz już jej nie widać. Już by nie znaleźli powrotnej drogi idąc jej śladem. Zdawało im się, po kilku zaledwie


Strony: