O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

/> — W drogę, Patałachu przez jedno ł!
Na tak ciężką obrazę gniew porwał oślego filozofa, Wierzgnął tak potężnie, że Jacek zleciał w jedną stronę jak gruszka, a Placek w drugą jak dojrzałe jabłko. Patałłach kopnął jednego w brzuch lewą nogą, a drugiego, dla sprawiedliwości, też w brzuch, ale na odmianę prawą nogą. — Gwałtu! — ryknęli chłopcy oślim rykiem. Patałłach wierzgał przez dłuższy czas, aby okazać, że jest zwycięzcą, i pognał przed siebie jak obłąkany, rycząc przeraźliwie:
— Precz z pracą! Do widzenia, łobuzy!
— Żeby z ciebie zrobili kiełbasy! — krzyknął za nim Jacek. Placek nie mógł nawet krzyknąć, bo trzymał się za brzuch i jęczał.
Rozdział siódmy
w którym ludzie i zwierzęta starają się nadaremnie
puste głowy Jacka i Placka napełnić olejem mądrości

Gdybym kiedykolwiek dopadł Patałłacha — mówił Jacek wędrując z Plackiem piąty dzień przez bezdroża — marny byłby jego los.
— Wyrwę mu ogon — groził Placek — aby go mógli wreszcie zobaczyć.
Tak narzekając na nieuczynność zwierzaka, co nie


Strony: