O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

/> — Czemu ryczysz?
— To z wielkiej żałości, bo znowu sobie przypomniałem, że z mojego ojca zrobiono kiełbasy. Ale powiedzcie mi wreszcie, o co idzie, gdyż płonę z ciekawości!
— Słuchaj więc… Otóż ja i Placek…
— Za pozwoleniem — przerwał osioł — czy ty i Placek, czy Placek i ty?
— Czy to nie wszystko jedno?
— Być może, że wszystko jedno, ale wzniosły umysł zawsze dostrzeże subtelną zawiłość nawet tam, gdzie jej nie ma. Lubię być dokładny i ścisły w myśleniu. Ale zgódźmy na ten porządek, jaki obrałeś; przeto ty i Placek…
— Ja i Placek chcieliśmy ci oznajmić, że się tak szczęśliwie zdarzyło…
— Za pozwoleniem — przerwał Patałłach — ale dlaczego wciąż zaczynasz mówić, a nigdy nie kończysz?
— Bo mi ustawicznie przerywasz — rzekł zniecierpliwiony! Jacek — ciągłymi zapytaniami i nie pozwalasz mi dojść dój słowa.
— Jest to moda w rodzinie osłów: lubimy wiele mówić i o wszystko pytać. Jeden z moich przodków tym się na cały świat wsławił, że umiał zadawać tyle pytań, iż dziesięciu filozofów nie mogło na nie


Strony: