O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

górę.
Myśląc, że albo ich lekceważy, albo też jest głuchy, zaczęli go tarmosić za uszy. Trudno było tego nie zauważyć, toteż osioł odezwał się niecierpliwie:
— Proszę mi nie przeszkadzać.
— A cóż ty takiego robisz? — zapytał Placek.
— Rozmyślam! — stęknął osioł.
— Nad czym rozmyślasz?
Osioł obejrzał ich uważnie i stał się mniej mrukliwy.
— Czy wy jesteście ludzie? — zapytał.
— Przecie widzisz, więc dlaczego pytasz?
— Widzę, ale pytam, bo chociaż chodzicie na dwóch nogach, mało jednak podobni jesteście do ludzi. Przy tym, chociaż jestem niezmiernie mądry, nie mogę zrozumieć, dlaczego przede mną stoi jeden tylko, a ja widzę dwóch? Ilu was jest właściwie?
— Dwóch!
— Jak to może być? Jeden jest zupełnie taki sam jak drugi. Stroicie jakieś psie figle, ale ja się nie dam otumanić. Albo też w tym wszystkim jest jakaś głęboka tajemnica… Czy to tajemnica?
— Tak jest! — odrzekł Placek. — Jest nas dwóch, ale jest jeden. Gdybyśmy chcieli, toby nas było czterech, ale nie chcemy.
— Bardzo słusznie, nawet


Strony: