O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

Wiem, że zginiecie marnie, jeśli Bóg wam nie przebaczy i jeśli wam nie przebaczy matka wasza. Kra! Kra!
— Nie kracz tak strasznie! Nie wierzymy w to, co mówisz. Nasza matka myśli, żeśmy pobiegli w pole i że niedługo wrócimy.
— Wasza matka leży w tej chwili na progu domu jak nieżywa. Widzę ją ze szczytu dębu. Jej serce wszystko wie, więc wie i o tym, żeście ją zostawili na głód i na poniewierkę.
— Jeśli jesteś taki mądry, to nam powiedz, czy bardzo nas przeklinała.
Krukowi, kiedy to usłyszał, oczy zapłonęły szkarłatnym blaskiem.
— Chłopcy niegodziwi! — zakrakał potężnym głosem. — Wasza matka, zanim legła jak nieżywa, modliła się gorąco o to, aby was nic złego nie spotkało. Dlatego tylko nie zabiję was. Precz, precz z moich oczu!
Takim to wykrzyknął głosem chrapliwym i groźnym, że chłopcy pobledli. Udawali dotąd, że się wcale nie lękają tego sędziwego ptaka, naprawdę jednak serca w nich zamarły, kiedy do nich zagadał ponuro. Kiedy więc kazał im iść precz, porwali się z ziemi i pobiegli w dół ze wzgórza przez gąszcz krzewów. Głogi chwytały ich kolczastymi


Strony: