O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

patrząc tak tkliwie, że z jej spojrzenia uczynił się promień, co padł na ich piegowate gęby. Musieli poczuć ciepło tego najcudowniejszego na świecie spojrzenia, bo otwarli oczy równocześnie, gdyż wszystko czynili jak na komendę.
— Jeszcze wcześnie — krzyknął Jacek. — Dlaczego nas budzisz?
— Aby was ucałować! — rzekło matczysko takim słodkim głosem, jakiego nikt na świecie oprócz matki wydobyć z serca nie umie.
— A cóż to dziś za święto, że nas chcesz całować? — zapytał niechętnie Placek.
— O, tak, wielkie dzisiaj jest święto, bo w moich synaczkach zbudziły się serduszka. Niech wam Bóg zapłaci, dzieci najdroższe, za to, coście uczyniły dla waszej matki. Niech wam to stokrotnie nagrodzi! Oby wszyscy ludzie tacy byli dla was, jak wy jesteście dobrzy dla matki…
Zaczęła ich ściskać i całować, a gorące łzy padały na ich głowy.
Nie rozumiał niczego Jacek ani Placek niczego nie mógł pojąć. Widać coś się takiego stało, za co im przypisują zasługę.
Jacek mrugnął prawym okiem na Placka, Placek lewym na Jacka i od razu wiedzieli, że trzeba przede wszystkim


Strony: