O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

ucałowała ziemię, bo myślała, że zroszona jest potem jej synów.
— Nikt inny — mówiła sama do siebie — nie mógł tego uczynić, tylko oni, moje chłopaki najdroższe! Umyślnie udawali, że się naśmiewają ze mnie, bo nie chcieli, abym się zmęczyła zanadto, a kiedy usnęłam, dokonali w mig tak wielkiej i ciężkiej pracy. O, czy mi teraz Bóg przebaczy, ż byłam złą matką, bo kiedy upadłam bez sił, źle pomyślałam moich słodkich dzieciach? Jakże ja teraz spojrzę im w oczy? muszę pójść do nich i ucałować ich, i podziękować za to, c uczynili.
Poszła w stronę domku, uśmiechnięta z wielkiego szczęścia Chciałaby śpiewać z radości, lecz sił nie miała nawet na] śpiewanie, głodna i umęczona ciężką nocą na gołej ziemi, ale nie czuła ani głodu, ani zmęczenia, tylko szczęście. Weszła do izby cichutko, aby ich nie zbudzić, przypuszczała bowiem, ż spracowawszy się okrutnie, śpią teraz słodko. Istotnie spali smacznie i Jacek trzymał Placka we śnie za nos, a Placek Jacka dzierżył za czuprynę, tak jakby zapadał w głęboki sen i chwycił się ręką byle czego.
Matka przystanęła nad nimi


Strony: