O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

szukając zaginionego słońca, odlatywały złotymi jego śladami za morze, kiedy, oprócz gwiazd, żadnych nie było widać świateł, wtedy się stała rzecz z dziwnych najdziwniejsza: jak wielki śnieżnobiały ptak spłynął od niebiosów wspaniały anioł, okrążył pólko szerokim lotem i zstąpił na ziemię. Podszedł cichutko do śpiącej, słuchał przez chwilę bacznie jej oddechu i uśmiechnął się dobrotliwie. Przymknął niebieskie oczy i wyglądał tak, jakby coś sobie przypomniał. Rozejrzał się potem ciekawie po ziemi i słodkim witał ją uśmiechem. I tak uśmiechnięty, leciutko, aby nie zbudzić śpiącej, zdjął z niej postronki, założył je sobie na piersi i jak skrzydlaty biały rumak począł wlec po grudzie bronę, mocny i potężny…
Noc patrzyła złotymi oczami gwiazd.
Przystanęły w locie obłoki.
Ucichł zdumiony wiatr…
Nagle śpiąca zawołała cichutko przez sen:
— Pomóżcie mi, synkowie moi!
Rozdział piąty
w którym Jacek i Placek rozpoczynają
poszukiwania takiego kraju, w którym ludzie nie pracują

Kiedy świt złotym promyczkiem zadźwięczał nad


Strony: