O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

a czasem gorzko, choć cichutko płakała przez sen albo wstawała wśród nocy i kiedy wszyscy spali, przyklękała na twardej glinie izby i modliła się gorąco, pewnie o to, aby na Jacka i Placka przyszło opamiętanie. Oni zaś próżnowali bez końca i hasali gdzieś po całych dniach, nie wiadomo gdzie, choćby jednak oddaleni byli o dziesięć mil od domu, zawsze od razu poczuli, że u nich rozpalono na kominie i gotuje się. jakąś smakowitą strawę. Wprawdzie łatwo było ją poczuć największej nawet odległości, gdyż codziennie na wieczerzę gotowała poczciwa ich matka zupę z czosnku, który jak wiadomo, silnym odznacza się zapachem. Oni jednak mieli węch nadzwyczajny i gdyby gotowano nawet czystą wodę, to by ją poczuli, choć niezbyt by się śpieszyli z powrotem do domu.
Wreszcie zabrakło nawet czosnku.
Zima była sroga bardzo, a u tych ludzi tym sroższa, że ciemna. Jacek bowiem i Placek tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypili wszystek olej przeznaczony do lampy, w owych czasach bowiem oświetlano izby za pomocą oleju. Zimno było tak wielkie, że ziemia zamarzła na kość i popękała z mroźnej rozpaczy. Świat całymi nocami


Strony: