O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

dachu głową na dół i tylko dziurę wybił w ziemi, a jemu nic się nie stało. Zęby mieli ostre jak wiewiórki, bo jedli i gryźli wszystko, co tylko się dało. Tacy byli żarłoczni, że własnemu ojcu zjedli pasek skórzany od spodni, a nieszczęśliwej matce stary, wydeptany pantofel. Burmistrz dowiedziawszy się o tym strusim apetycie, ukrył w wielkiej skrzyni, zamkniętej na siedem zamków, która była skarbcem miasta, swój słynny but. Barana natomiast uratowały od pożarcia żywcem jego kręte rogi, dość trudne do przełknięcia nawet dla takich żarłoków. W domku ich rodziców nigdy nic nie było do zjedzenia, bo cokolwiek jako tako jadalnego pokazało się w komorze czy na stole, to znikało w tej chwili w nienasyconych ich żołądkach. Biedna matka odejmowała sobie od ust, aby nakarmić swoje straszne dzieci, zawsze jednak wszystkiego było za mało. Ojciec był coraz bardziej chudy i coraz więcej zmartwiony; z trwogą myślał o przyszłości, bo jeżeli jego mili synowie taki okazywali apetyt w bardzo wczesnej młodości, cóż dopiero będzie, kiedy nieco podrosną?
Oni zaś rośli zdrowo, a tak byli do siebie podobni, że bez umyślnie


Strony: