O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

Chociaż mnie obrazili, i to bardzo ciężko, przebaczam im jednak, bo jestem w kościele, i dam im dwa śliczne imiona, które w Zapiecku noszą najczcigodniejsi ludzie.
Chłopcy ucichli na moment i nastawili uszu.
— Jakież to imiona, panie burmistrzu? — zapytała matka.
— Gerwazy i Protazy! — rzekł głośno burmistrz.
— Śliczne imiona! — zawołała uszczęśliwiona matka — ale czy im się podobają? Robaczki moje, czy chcecie się tak nazywać? Boże miły, teraz znowu się śmieją!
— I znowu ze mnie! — krzyknął burmistrz. — Ha! ja się znowu obrażam! Nazywajcie ich sobie, jak chcecie, a najlepiej będzie: Gałgan i Urwis!
Wszyscy zaczęli uspokajać czcigodną osobę, a tymczasem piekarz, który miał dziwną zdolność mówienia wierszami, zapytał nieśmiało, czyby tych miłych chłopaczków nie nazwać wesoło, i ponieważ są tak podobni, czyby ich nie nazwać do rymu: Jacek i Placek?
Wszyscy spojrzeli na chłopaków, a oni porozumiewawczo spojrzeli na siebie, musiały im się podobać te śmieszne imiona, bo nie zaprotestowali swoim zwyczajem straszliwym wrzaskiem.
Chrzest odbył się nad


Strony: