O dwóch takich, co ukradli księżyc

Autor: Kornel Makuszyński

potrafiła to wymodlić, że ani grad, ani burza nie czyniły biedniutkiemu zbożu krzywdy. Tyle tego było, że burza zmięłaby to jedną ręką i pożarła jednym kłapnięciem srogiej paszczy. Kiedy się jednak zbliżyła do tych nieszczęśliwych pól, bardzo zła i napastliwa, a zaświeciwszy sobie błyskawicą jak latarnią, ujrzała twarz przerażonej kobiety, aż szarą z wielkiego lęku, wtedy nawet w burzy miękło serce i zamiast pożreć to zboże, litowała się serdecznie i płakała ciężkimi, wielkimi kroplami deszczu nad ludzką nędzą i trudem.
Dwoje tych ludzi żyło pomimo biedy szczęśliwie i w zgodzie ze wszystkimi, tylko bowiem bogaci skąpcy wiodą wojnę o swoje skarby, biedacy zaś mogliby się wadzić chyba o to, który z nich dłużej był głodny. Dlatego w miasteczku Zapiecek nikt z nikim nie był skłócony, a radością jednego cieszyli się wszyscy.
Toteż całe miasteczko przyjęło z wielką radością wieść, że się tym dobrym ludziom urodziły bliźnięta.
Rozdział drugi
w którym Jacek i Placek napełniają struchlały świat krzykiem i trwogą.

Radość z powodu powiększenia rodziny


Strony: