List z tamtego świata

Autor: Kornel Makuszyński

znacznie, toteż spojrzała na niego z trwożliwym szacunkiem. A on nic - tylko się uśmiechał. Uśmiech tego dryblasa był zgoła czarujący. Wszystko się promieniście uśmiechało na tej fizjonomii: i usta, i oczy, i każdy muskuł, nakrapiany piegami. Stwór ten z wszelką pewnością nie posiadał w sobie żółci i nie był zdolny do uczuć burzliwych i gwałtownych. Wroga, jeśliby mógł mieć wrogów, rozbrajał zapewne tym tkliwym, ślicznym, zniewalającym uśmiechem. Brzydki był jak złośliwa karykatura, a na pierwszy jego widok chciało się wyciągnąć w jego stronę serdecznym ruchem obie ręce i uścisnąć wielkoluda, byle ostrożnie, aby go nie przełamać w połowie jak kruchego patyka. Gdy wszedł do pokoju, uczyniło się w nim jakoś radośnie i miło. Uśmiechnął się nakrapiany wielkolud, a w tej samej chwili uśmiechnął się kościsty dragon - ciocia Kasia. Uśmiechnął się po raz drugi i trzeci, a panowie Jan i Józef odpłacili mu natychmiast tą samą złotą monetą, będącą w wiecznym obiegu wśród ludzi uczciwych i dobrych. Przedziwny młodzieniec nie mógł mieć więcej ponad lat osiemnaście, i to jedynie mogło budzić niezmierny


Strony: