Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

najpiękniejsza z ich kobiet... Oo! oo!... stanęła naga na ołtarzu... Wszyscy upadli na twarz i uczcili ją... Stanęła naga... jak Minoe... Oo!
Król Azis pchnął w tej chwili mocno i tknął serca, albowiem nieszczęśliwy głową w tył rzucił straszliwie i zwalił się martwy, jakgdyby weń uderzył piorun.
Azis stał nad nim długą chwilę, jakby się nie mógł ocknąć i jakgdyby ważył nieprzytomnie rzecz całą; potem się powlókł powoli, z głowa opuszczona na piersi, jak idzie człowiek, co za marami stąpa i myśli o sprawach tajemnych, które śmierć rozrządza. Szedł jak duch, a jednak był to człowiek żywy, albowiem długi cień szedł zanim. Ten cień świadczył, nikt więcej.
Powietrze drgało upałem, a król Azis czul mózgiem lodowe przenikliwe zimno, które ścięło w nim wszystko; gdyby go w tej chwili stojący na straży żołdak ugodził włócznią w piersi, nie poczułby bólu król Azis, szedłby dalej powoli, nie wiedząc, dokąd zdąża; lecz gdyby żbik przyczajony ujrzał go w tej chwili, umknąłby w gąszcz, jak zwierzę płochliwe i łagodne. Zdawało się, że cyprysy szumieć przestały, kiedy mimo


Strony: