Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

poczuł zimne ostrze na ciele.
Mów! — rozkazał król Azis.
— ...Chciałem ich znękać... kazałem bić we dzwony, aby sen daleko odleciał od miasta... Nikt nie usnął w tem mieście... Aaa!
W tej chwili poczuł ukłucie szybkie, jak ukąszenie żmii. Zbladł z bólu, lecz, dysząc ciężko, mówił:
— ...Nie było dla nich dnia bez męki, ani nocy... Znalazłem największego w więzieniu zbrodniarza i ustanowiłem go dla nich sędzia... Królu Azisie! Ten człowiek sądził sprawiedliwie... Aaa!
Bladość niezmierna okryła twarz dowódcy i oczy zaszły mgła.
— Mów! szepnął dziwnie król Azis i pchnął sztylet.
— ...Kazałem zburzyć tamy i zasypać studnie... W chlebie ich była trucizna... Nie jedli... cierpieli głód...
W tej chwili ukląkł na jedno kolano, albowiem król Azis, w oczy jego mętne patrząc, ostrze sztyletu posunął ku sercu.
— Mów! — rozkazał.
— ...Czyniłem straszniej... Czczą posag kobiety... Rozstrzaskałem go mieczem... Uczyniłem rzecz okropną... Aby się ulękli... Szaleństwo... Zabiłem bóstwo...
Król Azis drgnął.
— ...Wtedy


Strony: