Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

komnatom:
— Królu Azisie! Nikt nie odpowiedział.
— Królu Azisie! — wołał niewolnik głosem przeciągłym. Potem dodał:
— Powrócił sługa twój i z jękiem ciebie blaga, abyś go ujrzał.
Musiał w tejże chwili dostrzec króla, gdyż się na kolanach poczołgał, odchodząc.
Król Azis wyszedł z komnat i nagle, zdawało się, że na rozdrgany słoneczną światłością dzień padł czad, tak ponura była twarz królewska. Znać było, że król idzie, ostatnich z siebie dobywając sił, które z niego wypiło nieznane znużenie; szedł powoli, prosto ku dowódcy, co stanął pod marmurową kolumna, patrząc przed siebie rozgorzałemi, oszalałemi na poły oczyma.
Stanął przed nim król Azis bardzo blisko, spojrzał na niego pilnie i uważnie i głosem, który jakby nie z królewskich pochodził piersi, lecz dobywał się z ziemi, zapytał:
— Czy żyje jeszcze jeden człowiek, który się nie uląkł króla Azisa?
Dowódca chciał mówić, lecz mu tylko usta zadrgały.
Król Azis pytał:
— Czy jest w mieście jeszcze jeden człowiek, który nie oszalał z trwogi?
Rozpacz trysnęła


Strony: