Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

zaś nie wiedział, dlaczego to czyni; zdawało się, jakoby cisza chodziła wśród nich, jak człowiek, co ostrzec przyszedł przyjaciół i swym szeptem tajemnym, podobnym do głosu dzwonu, dzwoniącego w morskim odmęcie, albo też do śpiewu ludzi umarłych, odlatujących w powietrze — nachyliwszy się nad śpiącym, mówiła: „nie dowierzaj nocy! nie dowierzaj nocy!” Noc zaś, jak człowiek zły i podstępny, albo też jak szpieg, w zasadzkę wiodący, koiła im serca i tuliła ich w objęciu, mokremi od rosy rękoma zawierając im powieki.
— Strzeżcie króla Azisa! — wołał strażnik.
— Azisa!... — wolało echo i milkło szybko przerażone, siebie samo usłyszawszy.
Kiedy po takiej nocy pierwszy ukazał się promień, westchnął ten i ów, jak ktoś, z którego zdjęto niezmierny ciężar i wtedy patrzył każdy w stronę marmurowego domu i rył spojrzeniem kamienie, aby dojrzeć, co się dzieje poza niemi. Nikt nie wiedział.
Pałac stał cichy jak grób, w którym śpi tajemnica.
Siódmego zaś dnia, niewolnik, stojący na straży przy królewskich drzwiach, krzyknął bardzo głośno, upadłszy na kolana, twarzy ku


Strony: