Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

Słońce zachodziło dziwnie, całe we krwi i smugach, podobnych olbrzymim mieczom, sięgającym od gór ku morzu i zapadało w przepaść jakoby niechętnie, nie chcąc zostawiać ludzi w ciemności, z której każdej godziny mógł wyjść król Azis.
Złe to były noce i smutne.
Nikt nie pił wina i nikt nie grał na harfie; omijali się zdała kochankowie, albo też, usiadłszy obok siebie, przez cała noc tak trwali, nie wymówiwszy słowa; jednej nocy znalazła straż dwie cudne niewolnice, które, ległszy na marmurowych stopniach, płakały cichutko splecione w uścisku, a zapytane, nie wiedziały czemu płaczą; innej nocy tygrysy w królewskim zwierzyńcu zawyły nagle straszliwym, jakiejś okropnej tęsknoty pełnym rykiem; a innej znowu wpadło w smutne ogrody królewskie jakgdyby echo niezliczonych dzwonów. Dziwna groza powiała poprzez dusze ludzkie; podczas nocy tych nikt nie spał, a jeśli kogo zwaliło zmęczenie, podstępnie mu na oczy zarzuciwszy sieć snu, jak zapaśnik, co siecią innego pęta zapaśnika, wtedy człowiek ten precz ciskał miękkie wezgłowie, a pod głowę kładł kamień lub twarda tarczę, aby nie usnął zbyt mocno. Nikt


Strony: