Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

chwycił król Azis i, wiodąc zwierzę, powolnym krokiem poszedł alejami w stronę pałacu. Spał marmurowy dom, owinąwszy się szczelnie w płaszcz mroku: gdzieś w dali wzdychać już poczęło senne morze, jakby błagając zmiłowania i słońca.
Król Azis wszedł do komnat. Panterę u drzwi uwiązał na złoconym łańcuchu, a sam wszedł do sali, pełnej przejrzystego mroku, gdyż w jednym jej rogu błyskała mdłem światłem lampa. Blask padł na twarz króla Azisa. Gorzały w niej oczy złym błyskiem, oczy dziwnie czarne, jakby dwa ognie wprawione w twarz z wosku. Król Azis miał twarz zmiętą i niezmiernie znużona, jakby żółta; gdyby niesamowicie świecące oczy powiekami zakrył, byłby raczej podobny do trupa. Straszny uśmiech błąkał się po znużonej twarzy, uśmiech, co spływał z oczu i biegł ku ustom, zaciętym groźnie, bladym i bezkrwistym. W twarzy królewskiej nie było krwi.
Ręce mu drżały, kiedy ująwszy złote szczypce, objaśniał włókno lampy; dreszcz po nim przebiegł, gdyż nagle poczuł zimno. Owinął się płaszczem i usiadł na rzeźbionem krześle, patrząc czarnemi oczyma w światło. Czoło zmarszczył król


Strony: