Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

ich serca i pożywiły się... Ich oczy widziały krew i oszaleją z zemsty... Słyszysz, psie?... oni gotowi ujrzeć teraz to, co było zakryte... Czemuś ty go nie zabił? On się chciał zabić, albowiem to musiał być mędrzec i wiedział co czyni. Czemuś ty go nie zabił?
Dowódca leżał u stóp króla Azisa i tarzał się, czołem bijąc o kamień; ujrzał, że nadaremne było to, co uczynił.
— Wstań! — krzyknął nagle król Azis.
Podniósł się zbrojny człowiek; twarz miał blada i zmienioną przez rozpacz. Król Azis patrzył już zimno i mówił z nienawiścią.
— Lichy jest wszelki człowiek, a trwoga przychodzi zewsząd i znikąd; cień na ścianie straszniejszy jest nieraz od lwa, lecz lew jest nieraz straszniejszy od ducha, który wyszedł z grobu. Bacz dobrze, co ci powiem... Miasto moje musi skonać w trwodze... Powtarzaj to sobie głośno w dzień i w nocy, a może cię wtedy obłęd ogarnie i w obłędzie uczynisz rzecz straszną, która ich przerazi. ——Miasto moje musi skonać w trwodze. Lęk je musi okryć, jak trąd i jak zaraza. Rzekłem. Precz!
Dowódca spojrzał na króla przerażonym wzrokiem.


Strony: