Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

rzęsą i gdyby w tej chwili stał przed nim tchórz lub zdrajca, byłby oszalał, poczuwszy we własnem sercu ostre jak sztylety, oczy królewskie.
— Panie! — szepnął dowódca, jakby błagając, iżby król Azis oczy powiekami nakrył.
Wtedy król, jakby mu łaskę wielką uczynił, odwrócił powoli głowę i patrzył zgasłym nagle wzrokiem na morze i na. miasto w śmiertelnej pogrążone ciszy.
— Czemu mnie nudzisz? — rzekł król Azis, na dowódcę nie patrząc — coś uczynił?
— Poniosłem trwogę w miasto.
— Ty?
— Jam to uczynił, królu Azisie
— Widziałem tylko, że spaliłeś okręty.
— Tak mi rozkazałeś, panie!
— Widziałem ognie i widziałem dym. Widziałem ciebie, rzucającego płonące głownie na śpiące łodzie, czyniłeś to dobrze i za to otrzymasz dwie sztuki złota niewytarte na brzegach.
— Królu Azisie!
Dowódca podniósł ręce ze zdumienia w górę jak człowiek, który uszom własnym nie dowierza; a król Azis mówił głosem niezmiennie spokojnym, lecz każde jego słowo dźwigało we wnętrzu swojej ciszy piorun i ogień, burzę i gniew, i grozę i


Strony: