Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

króla Azisa”)... Czemu nie pełzasz w gąszcz? Prędzej, na Boga, prędzej!... Będziesz zgubiony ty i ja, jeśli kto ujrzy... Co to?
Słychać było brzęk ogniw łańcucha, uderzających gwałtownie o siebie; szedł głos od strony marmurowych schodów, szarzejących w oddali.
Król Azis nie poruszył się z miejsca.
— Uciekaj! — krzyknął stłumionym głosem strażnik.
Zaśmiał się nagle złym śmiechem król Azis, ujrzawszy twarz strażnika. Oto z gąszczu wybiegła bez szelestu pantera królewska, wlokąc za sobą złocony łańcuch i, przypadłszy do królewskich nóg, ocierać się o nie poczęła, pieszcząc się dziwnie. W tej chwili zaszły bielmem oczy strażnika i błysły w ciemności jak szklane oczy trupie. Nieludzkie, obłąkane przerażenie wykrzywiło mu usta; poznał króla i oszalał. Włócznia z rąk mu wypadła: nagle począł uciekać, jakgdyby śmierć zobaczył i jakiemś śmiertelnem rzężeniem wołał na cały głos bezustannie: „Strzeżcie króla Azisa!”
Król Azis nie spojrzał nawet w tę stronę, albowiem musiał uspokajać panterę, która wygięła się w kabłąk i zmrużyła oczy. Za obrożę


Strony: