Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

wijące się robactwo iskier z jednego żagla na drugi.
Tle razy zapadał się zjedzony płomieniem, nagłym bólem wzdęty kadłub okrętu, tyle razy po twarzy króla Azisa przebiegał dreszcz plugawy i zły, a usta wykrzywiały się jakby w uśmiechu; oczy tylko gorzały bez zmiany i siały ognie. Dym się przywlókł aż tu, do stóp królewskiego pałacu, więc król Azis chwytał go nozdrzami i milsza mu była w tej chwili ta woń gryząca, niż woń dziewczęcego ciała, pachnącego cudniej niż róże.
Król Azis przechylił się poza obramowanie terasy i słuchał.
Morze huczało straszniej niż kiedykolwiek, lecz król Azis nie słyszał ryku morza. Wyła pożoga, rwąc żagle na strzępy, lecz król Azis nie słuchał wycia pożogi.
Poczerwieniało łuną niebo, a król Azis stał wciąż nieruchomy, jak posąg; czekał jakiejś rzeczy strasznej i nie umiał jej nazwać, pragnął jej tylko tak bardzo, jak niczego dotąd w życiu. Musiał tem pragnieniem wysilić mózg, gdyż nagle stała się rzecz dziwna na twarzy króla Azisa; jakgdyby łuna pożaru rozgrzała zakrzepłe w lód rysy, twarz króla Azisa, jak maska woskowa, nagle


Strony: