Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

ją miłuje?
Nie przyjdę ku tobie, albowiem zasłyszał o miłości naszej król Azis i spalił moją łódź. Oo! Oo!
Powiedz mi, a rzucę się w morze i popłynę ku tobie...
Lecz kiedy cię ujrzą moje oczy, będą już martwe.
Na koralowej wyspie mieszka kochanka moja...”
Łkanie wylęgło ostatnie te słowa i niezliczone łzy poczęły padać w morze.
Małe łzy w niezmierzone morze.

Kiedy ruda pożoga trysnęła pierwszym błyskiem z morza i kiedy w jakimś strasznym cudzie fale żywym ogniem płonąć poczęły, jakby urągając ludzkiemu rozumowi, wpatrzył się w ognie król Azis, jakby nie mógł oderwać od nich oczu i, zdawało się, pił je oczyma, chłonąc je jak ogniste wino. Z trudem podniósł drżące ręce i wyciągnął je w stronę daleko szalejących płomieni, jakgdyby je chciał ogrzać; usta rozchylił jak człowiek, czekający rzeczy strasznej, która się za chwilę dokona, oczy miał nieruchome, tylko rozwarte nadmiernie. Zdawało się, że to on, król Azis, płonącemi swemi oczyma podpala okręty, których nie tknął jeszcze pożar i że to on przenosi oddechem niezliczone, szybkie, złe,


Strony: