Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

niespokojnie przez sen, poczuwszy światło, a noc iść poczęła szybko, coraz prędzej, coraz wiece zbolała, coraz niżej chyląc się od wielkiej boleści przerażone oczy zakrywszy opona mroku, albowiem twarz jej śniada sinieć poczęła nagle od gniewu i zgrozy.
Wtem, wśród śmiertelnej ciszy, jakby ptak zakwilił: to muzyckie narzędzie ozwało się boleśnie jakby ręka, co je targnęła za struny była bezsilna i słaba. Na kamieniu, rzuconym na brzeg prze? fale, kiedy były w gniewie, siedział człowiek młody, w tym wieku będący, w którym jeszcze człowiek ma łez wiele i cenić ich nie umiejąc, pozwala im płynąć z oczu bez liczby, nie zważając, iż przyjść może kiedyś pora, kiedy łza jedna więcej znaczyć może, niźli wór skórzany, pełen diamentów; siedział bez ruchu i słowa przez całe godziny i dopiero teraz, kiedy księżyc posrebrzył fale, ożył, jakgdyby zagadał do niego smutny blask; dzieje się bowiem nieraz, że człowiek zmartwiały w boleści otwiera duszę, której wrota ból zatrzasnął — poczuwszy litościwą rękę, położoną na głowie, pełnej szumów; więc ożywszy, spojrzał szerokiemi oczyma na śpiące,


Strony: