Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

smutna, a tak łaskawa i dobrotliwa, jak wdowa cała w czerni, co słońce, kochanka swego ułożywszy w grobie, idzie pomiędzy nieszczęśliwych pocieszać, mówiąc: może nie umarło słońce, tylko śpi! — noc, włóczęga poczciwy i dobry, w sakwie dziurawej, tkanej z mroku, nosząc; gwiazdy i jaśniejsze od gwiazd, sny o szczęściu; oto stąpa cicho po sennej lali i wzdycha, jakby się jej zakrwawiło serce na widok ludzkiego nieszczęścia; pożar tysiąca łodzi oślepił ja przedtem i blask łuny odegnał ją na morze, wiec idzie teraz, pochylona nad odmętem i łowi łza, nabjegłemi oczyma tu belki, purpurowa malowane farba, tam żebro okrętu, ówdzie płat żagla, chuście śmiertelnej podobny. Oczy ma stare i niedowidzi, więc nagle przystanąwszy, noc długie swe, ręce z przejrzystego uczynione mroku, zanurzyła w gęstwę skłębionych chmur i z trudem wydźwignęła z pomiędzy nich księżyc, jak latarnię ciężką, ze szczerego złota ukutą; przy jej świetle spojrzała na straszne dzieło i zblednąć musiała w tejże chwili noc, opiekunka ludzi strapionych, gdyż bladość ogromna powlokła świat cały, morze i góry. Poruszyło się morze


Strony: