Król Azis
Autor: Kornel Makuszyński
czuwał przez całą noc...
— Tak! — rzekł strażnik — czemu drżysz?... czytał księgi i pieścił panterę, która jak pies chodzi za nim... Dzień jeden jeszcze oglądał słońce, oby go już nie ujrzał jutro!... Tędy idź!... Na marmurowych schodach czuwa niewolnik... Znajdziesz łatwo czarna gardziel... Stąpaj ostrożnie... Niech ci Bóg pomaga! Jutro całować będą twoje ręce, ja i wszyscy ze mną... Jak się nazywasz?
— Na co ci moje imię? Jeśli mi się uda, wszystkie ulice będą jutro śpiewały moje imię i morze będzie wołać je rykiem fal... A jeśli mi się nie uda, niebezpiecznie jest słudze królewskiemu znać imię mordercy...
— Chwała ci, jakkolwiek się zowiesz... Idź przed siebie! Będę wołał głośno: „Strzeżcie króla Azisa” aby zagłuszyć kroki twe na żwirze... Szukaj starannie serca, bo może go nie ma król Azis! — („Strzeżcie króla Azisa!”) — A potem wołaj głośno, a ja zbudzę miasto... Serca szukaj i nie wyjmuj zeń noża... Cicho! Dźwięk jakiś... („Strzeżcie króla Azisa”)... od strony pałacu... Ukryj się, panie... Jakby ktoś uderzał po ziemi łańcuchem... („Strzeżcie
— Tak! — rzekł strażnik — czemu drżysz?... czytał księgi i pieścił panterę, która jak pies chodzi za nim... Dzień jeden jeszcze oglądał słońce, oby go już nie ujrzał jutro!... Tędy idź!... Na marmurowych schodach czuwa niewolnik... Znajdziesz łatwo czarna gardziel... Stąpaj ostrożnie... Niech ci Bóg pomaga! Jutro całować będą twoje ręce, ja i wszyscy ze mną... Jak się nazywasz?
— Na co ci moje imię? Jeśli mi się uda, wszystkie ulice będą jutro śpiewały moje imię i morze będzie wołać je rykiem fal... A jeśli mi się nie uda, niebezpiecznie jest słudze królewskiemu znać imię mordercy...
— Chwała ci, jakkolwiek się zowiesz... Idź przed siebie! Będę wołał głośno: „Strzeżcie króla Azisa” aby zagłuszyć kroki twe na żwirze... Szukaj starannie serca, bo może go nie ma król Azis! — („Strzeżcie króla Azisa!”) — A potem wołaj głośno, a ja zbudzę miasto... Serca szukaj i nie wyjmuj zeń noża... Cicho! Dźwięk jakiś... („Strzeżcie króla Azisa”)... od strony pałacu... Ukryj się, panie... Jakby ktoś uderzał po ziemi łańcuchem... („Strzeżcie
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140