Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

śmierć mieszka na morzu, a skądże weźmie galerę, albo łódź, albo statek, których niema? Skądże weźmie łódź tak szybką, jak mewa, aby przypłynąć mogła dzisiaj, bo któż zechce ujrzeć jutro słońce?
— Ohe! Ohe! — płakał tłum, deszczem bity w twarz i któremu oczy zalewał potop.
— Ludu cierpiący! — wołał ślepy człowiek — i słońce może się nie zjawi! Kiedy miałem oczy, widziałem, że przypływa co rano, położywszy się na płótnie żagla. Tysiąc łodzi wiozło je zawsze z morza, a któż je przywiezie jutro?
— Słońce! słońce! — przeraził się tłum.
— Koniec tobie, miasto nadbrzeżne, któreś było jak orzeł, koniec tobie, cudzie ziemi, bowiem umrzesz bez słońca...
— Słońce! słońce! — szlochał tłum.
— ...Jesteś jako orzeł, któremu odcięto skrzydła i oto zgnijesz na barłogu, ruszyć się nie mogąc. Śmierć twoja będzie w upodleniu, usychać będziesz z pragnienia i tęsknoty... Czy tam jest morze?
— Ohe! — krzyknął tłum.
— To nie morze tak płacze, to płaczą tam daleko wasze dusze, które zostały na morzu i nie mogą do was


Strony: